Problemy pierwszego świata: życie przed śmiercią

 

wystawa

26 stycznia – 31 marca 2019 r.

 

artystki & artyści:
Karolina Bielawska, Agata Bogacka, Agnieszka Brzeżańska, Grzegorz Drozd, Michał Frydrych, Łukasz Korolkiewicz, Agata Kus, Dominik Lejman, Norman Leto, Marcin Maciejowski, Robert Maciejuk, Anna Panek, Michał Slezkin

 

koncepcja wystawy: Stach Szabłowski
aranżacja przestrzeni: Michał Frydrych

 

Problemy pierwszego świata to temat memów. Internauci wyśmiewają nieznośną lekkość niepokojów, które pojawiają się, kiedy nie ma się naprawdę poważnych problemów. Głód nie zagląda w oczy. Przemoc nie wisi w powietrzu. Życiu może zagrozić tylko śmierć, ta jednak odsunięta jest w nieokreśloną przyszłość. W pierwszym świecie żyje się aż do śmierci.

Nam Problemy pierwszego świata posłużyły za tytuł wystawy malarstwa, która jest również wystawą o malarstwie. W pierwszym świecie malarstwo jest jednym z jego problemów. To dyscyplina w swej istocie pierwotna, a jednocześnie niezwykle zaawansowana w rozwoju własnego języka, opleciona siecią kontekstów swojej historii. Możliwość zajmowania się subtelnymi inwencjami współczesnego malarstwa jest pewnego rodzaju przywilejem: społecznym, kulturowym, oczywiście również ekonomicznym. Jako emblemat statusu, atut w rynkowej grze malarstwo wydaje się niepodważalne. Nie podważajmy go zatem i spytajmy raczej, czy malarstwo jako jeden z „problemów pierwszego świata” samo zdolne jest te problemy obrazować? Czynić je widzialnymi?

*

Wobec globalnych problemów, z którymi mierzy się cały świat, problemy tego pierwszego wydają się rzeczywiście śmieszne, godne memów, a nie obrazów. Bo czym są problemy ludzi sytych i bezpiecznych, którzy mogą cieszyć się przywilejem namysłu nad jakością życia (albo namysłu nad malarstwem…), wobec dramatów osób głodnych, ludzi w niebezpieczeństwie, tych, którzy walczą o przetrwanie każdego dnia?

Należy podkreślić, że choć na wystawie proponujemy zajęcie się problemami pierwszego świata, sztuka generalnie nie zaniedbuje innych palących kwestii współczesności. Przeciwnie, instytucje, wystawy i różne biennale pełne są ich reprezentacji i krytyki, rozwijanej również, a właściwie przede wszystkim w pierwszym świecie, który gotów jest wręcz artystycznie bagatelizować własne problemy, by pochylać się nad dramatami spoza swojego obszaru.

Na wystawie nawet nie próbujemy zważyć tych dwu kategorii problemów na jednej szali, bo wynik pomiaru jest przecież znany. Zamiast ważenia zauważmy tylko, że przy całej różnicy wagi, problemy światów, które nie są tym pierwszym, pozostają rozwiązywalne, a w każdym razie ich rozwiązania są znane. Głodnych należy nakarmić. Na wojnę lekarstwem jest pokój. Na uścisk i wyzysk – sprawiedliwość. I tak dalej.

Problemy pierwszego świata, przy całej swej niemalże komicznej nieważkości, mają to do siebie, że są nierozwiązywalne.

Problemom pierwszego świata brakuje dramatyzmu, są trudno uchwytne, ale zarazem ostateczne. To te problemy, którym stawia się czoła, kiedy rozwiąże się problemy możliwe do rozwiązania. Jeżeli istnieje jeszcze jakiś wielki projekt społeczny poruszający ludzkość w globalnej skali, to jego przedmiotem są właśnie „problemy pierwszego świata”. Ci, którzy je mają, pragną borykać się z nimi dalej. Ci, którzy ich nie mają, pragną je mieć, i dążą do tego – poprzez migrację, globalizację, modernizację, ekonomiczny wzrost, albo przynajmniej na gruncie aspiracji i marzeń. W tym świetle nieważkość pierwszoświatowych problemów nabiera jednak pewnej wagi. Przestają być takie śmieszne, samym śmiechem nie da się ich zbyć i nie wystarczy mem, aby się z nimi rozprawić.

A malarstwo – czy potrafi ich dotknąć?

W sensie technicznym może wydawać się tradycyjne, archaiczne, wręcz anachroniczne – najczęściej manualne, analogowe, subiektywne. Właśnie w tych kategoriach tkwią jednak niektóre ze źródeł jego możliwości. Współczesny świat posiada wizualną reprezentację, o której powiedzieć, że jest bogata, obszerna czy szczegółowa to powiedzieć o wiele za mało. Trudno jednak rozstrzygnąć, czy ta mnogość wizerunków w większym stopniu odsłania czy przesłania rzeczywistość; szerzący się kryzys poznawczy podpowiada skłanianie się ku temu drugiemu przypuszczeniu. I można by zaryzykować tezę, że jeżeli w obliczu mnogości obrazów w ogóle moglibyśmy potrzebować ich jeszcze więcej, to takich, jakich dostarcza malarstwo. Wizualności – nieprzejrzystej, nieprzeźroczystej, ale za to pogłębionej, rozumiejącej i umożliwiającej zrozumienie – wizualności intuicyjnej mijającej się z krótką perspektywą teraźniejszości, ale za to obliczanej na długie trwanie – również w świadomości odbiorcy.

*

Wystawa jest zatem propozycją spojrzenia na malarstwo przez pryzmat „problemów pierwszego świata”. I vice versa, jest poszukiwaniem odbijającego się w malarstwie obrazu życia, które trwa aż – i tylko – do śmierci. To życie wolne od konieczności walki o przeżycie, a zarazem pozbawione zarówno obietnic „życia po życiu”, jak i utopijnych projektów, które niosłyby obietnicę przekroczenia teraźniejszego społecznego status quo.

Od swojego początku, umieszczonego tu i teraz, w pierwszym świecie, wystawa rozchodzi się dwiema równoległymi ścieżkami.

Jedna prowadzi w stronę figur lęków, które dochodzą do głosu w rzeczywistości wolnej od strachu. Kto dużo posiada, ten ma wiele do stracenia. Lęk staje się zatem jednym z podstawowych parametrów pierwszoświatowej kondycji. Lęk przed przyszłością, rodzący się w teraźniejszości, w której już niemal wszystkie obietnice przeszłości zostały spełnione. Lęk przed pytaniem o sens życia, które zastępujemy pytaniem o jego jakość. Lęk przed własną naturą, własnymi pożądaniami i fantazjami; w pierwszym świecie lękamy się nie tylko o siebie, lecz również samych siebie.

Druga ścieżka wystawy wiedzie w kierunku nieprzejrzystości, w której kryć może się zarówno malarskie marzenie o abstrakcji, jak i niewiadoma będąca kolejną elementarną cechą współczesnej kondycji. Abstrakcja jest horyzontem, którego malarstwo nigdy nie osiąga, ale też nigdy nie traci go z oczu. W geście nie-przedstawienia i w doświadczeniu nie-rozpoznania widzieć można zarówno figurę nieprzejrzystości świata, jak i nieprzeźroczystości samego malarstwa. Figurę kryzysu poznawczego, jak i obietnicę jego przekroczenia.

Obydwie ścieżki są dwiema wersjami tej samej drogi wiodącej przez życie przed śmiercią, odbijające się w malarskich obrazach.

 

Stach Szabłowski

Odwiedź Fundację na Instagramie Zobacz nas na FacebookZapisz sie do Newsletter Fundacja